niedziela, 19 marca 2017

Orzeł cesarski w Zarszynie

Będąc w piątek 17 marca w Krakowie z niepokojem analizowałem prognozy pogody na weekend, które zapowiadały się lekko mówiąc nie najlepiej. Niemal całą sobotę miał lać deszcz, a całą niedzielę wiać silny wiatr. Nadzieję stwarzało jedynie "okienko" w opadach, w sobotę między 6:00 a 10:00. Po kontakcie z gotowym do działania Danielem Stasiowskim zdecydowałem się podjąć ryzyko i w sobotę 18 marca z samego rana jechaliśmy na rekonesans okolicznych miejscówek.
Momentami mżyło i powiewało, ale ogólnie to pogoda była całkiem znośna. Sprawdziliśmy Klimkówkę (a tam m.in. pierwsze tej wiosny pliszki górskie), potem stawy Zarszyńskie (tam głowienki, cyranki), po czym skierowaliśmy się w pola, i dopiero tu tak na prawdę historia się zaczyna.
Tak więc zatrzymaliśmy się w polach między Zarszynem a Posadą Jaćmierską. Niedaleko drogi kręciło się stado kwiczołów i szpaków a w oddali na balocie siana siedział jakiś myszakopodobny drapol. Wzięliśmy się za przeglądanie stada z nadzieją na droździka, ale oprócz drobnicy (trznadle, zięba, potrzos) nic ciekawego nie udało nam się wypatrzeć. Rzuciłem okiem na wspomnianego drapola i niespodzianka- to nie myszołów! Brunatna pierś i wyraźnie żółty dziób kazały myśleć że to orlik, ale trzeba dodać że bardzo wczesny; do tej pory tylko raz miałem w okolicy marcowego orlika. Było jasne że w takiej sytuacji nie możemy mu odpuścić i trzeba podejść bliżej.

Zagadkowy drapol. Czyżby wczesny orlik?

Gdy szliśmy, ptak zaczął się powoli obracać i nawet gołym okiem było widać że coś tu nie gra- z małej, wgniecionej w balot kulki stał się masywnym drapolem. Wycelowaliśmy obiektywy i już przez wizjer wiedziałem co się święci...

Brunatny płaszcz, czarne lotki, cętkowane skrzydła- przecież to orzeł cesarski!!!

Tak, to bez wątpienia młodociany orzeł cesarski! Tylko dlaczego taki ciemny? Byłem przekonany że nie jest to jego pierwsza szata, ale nie byłem w stanie określić która dokładnie. Podeszliśmy jeszcze kilka kroków, i gdy byliśmy już całkiem blisko, ptak ociężale wzbił się w powietrze.

Duże, ciężkie ptaszysko.

Jasny kuper, rozjaśnienie na wewnętrznych lotkach Irz.

Krótki ogon, szerokie skrzydła, wyraźne palce.

Orzeł cesarski (Aquila heliaca).

Jeśli wcześniej mieliśmy jakiś ułamek procenta wątpliwości co do oznaczenia to w tym momencie zostały one rozwiane. Mimo marnych warunków oświetleniowych, doskonale było widać jasne elementy rysunku (pasy na pokrywach skrzydłowych, kuper), rozjaśnione wewnętrzne lotki pierwszorzędowe oraz charakterystyczną dla tego gatunku sylwetkę. Ptak przeleciał kilkaset metrów i usiadł na czubku drzewa tuż przy drodze. Wtedy zadzwoniłem do Pawła Malczyka, który zajmuje się dystrybucją obserwacji rzadkości poprzez SMS-y. Pomógł on oznaczyć nam przy okazji wiek ptaka jako juv. 2CY, czyli ptaka w pierwszej szacie, w drugim kalendarzowym roku życia- ewidentnie pochmurna pogoda i emocje spłatały mi wcześniej figla.

To nie orlik :)

Orzeł cesarski (Aquila heliaca), juv. 2CY.

Następnie spróbowaliśmy podjechać do ptaka w celu obfotografowania go z samochodu. Niestety jego obecność zainteresowała nie tylko nas i po chwili został spłoszony z drzewa przez kruka. Zleciał, zakrążył nad łąką i przysiadł na wale nad Pielnicą. Tam obserwowaliśmy go już z daleka, mając nadzieję że przy kiepskiej pogodzie pozostanie w okolicy i pozwoli się poobserwować również innym birdwatcherom.

Orzeł cesarski (Aquila heliaca), w tle gospodarstwo w Besku.

Lądowanie na wale rzeki Pielnicy.

Miejsca na wale długo nie zagrzał ze względu na nachalnego myszaka; przeleciał na północny wschód w kierunku Wzdowa, zapadł w pola i tam go właściwie zgubiliśmy.
Rozpadał się deszcz. Stwierdzenie orła cesarskiego na polach w taką pogodę dało nadzieję na obserwacje wielu osobom, które go jeszcze nie widziały. Gatunek ten bardzo rzadko zatrzymuje się u nas na dłużej i stwierdzane są głównie migrujące wysoko osobniki. Ze względu na fatalną pogodę i dużą odległość znalazł się tylko jeden "śmiałek" w osobie Tomka Tańczuka z Opola, który przebywał akurat w szeroko pojętej "okolicy" i podjechał po południu do Zarszyna. I był to strzał w dziesiątkę, bo ptak siedział w tym samym miejscu i dał się pięknie poobserwować. Ekipy obserwatorów, które przybyły w pola w niedzielę rano nie miały już niestety szczęścia; orzeł prawdopodobnie jeszcze w sobotę wieczór zabrał się w dalszą drogę i nie udało się go już odnaleźć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz